Zaskoczona wpatrywała się w trzymany przez siebie pergamin, który wyciągnęła z paczki przyniesionej przez sowę. Nie mogła uwierzyć, że jednak się udało. Odłożyła list i zaczęła przeglądać resztę rzeczy, która znajdowała się w przesyłce. Wzięła do ręki broszurę, kiedy nagle drzwi jej pokoju otworzyły się z impetem i do środka wpadła panna Weasley.
- Dostałaś?
- Tak, przed chwilą otworzyłam. Nie mogę w to uwierzyć.
- Ja też – ruda opadła na łóżko obok przyjaciółki. Na jej policzkach pojawił się rumieniec wywołany ekscytacją. – Ale Hermiona mam jeden problem. Nie wiem jak mu to powiedzieć.
- To będzie trudne – panna Di Binetti zamyśliła się – Zrobimy tak. Ty wracaj do siebie, a ja pójdę na pierwszy ogień. Jak ma się na kogoś wkurzać to lepiej żeby wkurzał się na mnie.
- Dobrze niech ci będzie – wstały i ruszyły do wyjścia. Jeszcze na korytarzu zanim Ginny zeszła po schodach Hermiona uśmiechnęła się do niej niepewnie.
- Życz mi powodzenia.
- Będę trzymać kciuki. Do zobaczenia później – młodsza gryfonka zbiegła po schodach. Szatynka delikatnie zapukała do drzwi naprzeciwko swojego pokoju.
- Proszę – słysząc głos brata weszła do środka
- Den – zatrzymała się i popatrzyła na chłopaków siedzących z jej bratem – Jesteś zajęty, to ja przyjdę później.
- Siostra nie wygłupiaj się. Chodź do nas – pomimo jego słów stała niepewnie na progu. Draco dobrze widział jej wahanie. Był niemal pewny, że to przez jego obecność.
- To ja nie będę wam przeszkadzał - podniósł się, wtedy ona zebrała się w sobie chcąc znowu być pewna siebie.
- Nie zostań nie przeszkadzasz mi. Po prostu ja nie chciałam wam przeszkadzać. – chciała, żeby pomimo wszystko między nimi było tak jak przed tymi wydarzeniami. Dlatego postanowiła usiąść na sofie obok blondyna – Jedyne, co możesz zrobić Malfoy to sunąć swój arystokratyczny tyłek
- Di Binetti nie zaczynaj, bo pożałujesz.
- Już się boję
- Dzieciaki spokój zbierzcie swoje zabawki z piaskownicy i uspokójcie się. Chyba miałaś do mnie jakąś sprawę Hermiono – Denis poczuł ulgę widząc, że siostra po tym wszystkim dogaduje się z jego przyjacielem.
- Tak – nuta niepewności w głosie siostry wzbudziła jego czujność – Chciałam ci to pokazać – wyciągnęła do niego rękę, w której trzymała pergamin. Odebrał go i rozwinął. Dla Hermiony te kilka chwil trwało wieczność.
- Co! Chyba zwariowałaś! – było tak jak się spodziewała. Denis zaczynał dostawać ataku furii.
- Nie zwariowałam – starała się zachować spokój
- O co wam chodzi? – Zabini zaciekawiony patrzył na rodzeństwo.
- O to – Denis podał pergamin kumplowi. Kiedy Diabeł go rozwinął Malfoy wstał i stanął za jego fotelem, żeby dowiedzieć się, o co chodzi. Zaskoczeni popatrzyli na dziewczynę.
- Mała to jakiś żart – Zabini nie rozumiał motywacji Hermiony, a Malfoy nie chciał do siebie dopuścić treści listu. Bał się, że to przez niego kobieta podjęła taką decyzję.
- To nie jest żart. Przemyślałam tą decyzję i zamierzam jechać.
- Po moim trupie. Nie pozwolę ci jechać do Kambodży! – złość brata udzieliła się także jej
- Czy chcesz czy nie i tak pojadę! To moje życie!
- Jesteś moją siostrą i odpowiadam za ciebie! – już miała wybuchnąć złością, ale ostatkiem woli opanowała się. Wiedziała, że wrzaskiem nic nie wskóra.
- Den zrozum mnie. Wszyscy mnie zrozumcie – popatrzyła na każdego z nich po kolei – To dla mnie wielka szansa. Ja muszę wyjechać – patrząc siostrze w oczy dopiero wtedy to zrozumiał. Wziął trzy głębokie wdechy dla uspokojenia.
- Kiedy wyjeżdżasz?
- Tydzień po zakończeniu szkoły.
- Ale to za półtorej tygodnia. Rodzice mnie zabiją – Denis z rezygnacją przetarł twarz rękami.
- Rodzicami się nie przejmuj sama się nimi zajmę. Ale mam dla ciebie pocieszenie. Nie jadę sama.
- Z kim jedziesz? – Cwaniak patrzył na nią. Wystarczyła chwila żeby domyślił się, o kogo jej chodzi.
- No nie, chyba sobie żartujesz? – dziewczyna zaprzeczyła ruchem głowy – To jest cios poniżej pasa. Gdzie ona jest?
- U siebie – mężczyzna wstał i ruszył do wyjścia.
- Braciszku – odwrócił się – proszę cię nie rób jej awantury ona i tak bardzo to przeżywa.
- Postaram się opanować – kiedy zamknął za sobą drzwi Zabini się odezwał.
- Czy dobrze się domyśliłem, że chodzi o rudą Weasleyówne?
- Tak
- No to chłopak ma przerąbane. Nie dość, że ucieka mu siostra to jeszcze do tego dziewczyna.
- My wcale nie uciekamy. Po prostu jedziemy na wolontariat.
***
Po dość trudnej rozmowie z rodzicami wyjechały. Miały spędzić rok poza domem. Denis podjął pracę i odliczał dni do świąt, kiedy to miały przyjechać na kilka dni. Niestety poczuł rozczarowanie, kiedy okazało się, że do Londynu na gwiazdę przyjechała tylko Ginny. Hermiona postanowiła zostać na święta z osieroconymi dziećmi. Jedynie opowieści rudej o tym, że szatynka jest w swoim żywiole mogąc pracować tam podniosły go na duchu. Ostatni tydzień z wielkim zniecierpliwieniem odliczał dni do daty ich powrotu. Siedzieli właśnie w salonie rezydencji Di Binettich. Do powrotu dziewczyn zostały tylko dwie doby. Rozmawiając pili whisky, kiedy nagle drzwi wejściowe otworzyły się i w holu pojawiły się dwie kobiety. Zostawiły swoje płaszcze, odprawił skrzata ze swoimi walizkami i z uśmiechem na twarzy przeszły do salonu. Ten rok bardzo je zmienił. Wydawało się jakby ten czas przyśpieszył ich całkowite wejście w dorosłość. Na opalonych twarzach widać było zmęczenie, ale także zadowolenie.
- Zapomniałam jak zimno w czerwcu potrafi być w Anglii.
- Hermiona, Ginny? Co wy tu robicie?
- Cześć wam, wróciłyśmy trochę wcześniej – panna Di Binetti obdarzyła ich szerokim uśmiechem. Podeszła do nich i każdego z nich pocałowała w policzek. Cwaniak objął ją i mocno uściskał.
- Potem dostanie ci się za to, że nie przyjechałaś na święta, ale cieszę się, że już jesteś.
-Gdzie rodzice?
- W ministerstwie, wrócą wieczorem – puścił ją, po czym złapał rudowłosą dziewczynę i mocno pocałował. W tym czasie blondyn przyglądał się szatynce. Patrzył na jej iskrzące się z radości oczy. Zauważył, że trochę schudła, ale i tak wygląda ładnie. Kobieta rozsiadła się z nimi na sofie i zaczęła opowiadać im o roku spędzonym w Kambodży. Pół godziny później ktoś z impetem przestąpił próg posiadłości państwa Di Binetti.
- Draco tutaj jesteś – Hermiona z szokiem patrzyła na Astorie Greengras stojącą w jej domu. Blondynka była nie mniej zaskoczona widząc szatynkę siedzącą pomiędzy Draco i Blaisem, ale szybko się opanowała przywołując na twarz fałszywy uśmiech – Kochanie znowu zapomniałeś, że mamy spotkać się z naszym organizatorem. Musimy dzisiaj wybrać miejsce, w którym odbędzie się nasz ślub. – mówiąc to perfidnie patrzyła w oczy szatynki. Hermiona nie wierzyła własnym uszom. Popatrzyła na brata, ale ten tylko wzruszył ramionami. W tym czasie blondynka wpakowała się Malfoyowi na kolana i ostentacyjnie go pocałowała. Kiedy odkleiła się od niego znowu popatrzyła na gryfonkę – Skarbie widzę, że dzisiaj nie myślisz. Zamiast na dzień dobry pochwalić się Hermionie taką wspaniałą nowiną to ty zajmujesz się czymś innym. – panna Di Binetti słuchając słów ślizgonki powstrzymywała się, żeby nie wyrzucić jej z domu. Nie mogła znieść tego, że to straszne babsko siedzi w jej salonie – Cieszę się, że już wiecie o wszystkim. Uwielbiam się dzielić tą wspaniałą nowiną.
- Astoria idziemy – Draco o mało nie zrzucił jej z kolan – Na razie – pożegnał się i łapiąc dziewczynę pociągnął ją szybko do holu. Zdążyli tylko jeszcze usłyszeć jak blondyn w złości pyta się jej, co ona wyrabia.
- Wiecie, co ja pójdę odpocząć do siebie
- Hermiona…
- Wszystko w porządku Gin jestem po prostu zmęczona – szatynka wyglądała jakby nagle uszło z niej cała radość. Wybiegła po schodach. Otwierając drzwi usłyszała jak ruda pyta się chłopaków, o co chodzi z tym ślubem. Po cichu podeszła do schodów i usiadła na najwyższym stopniu przysłuchując się rozmowie.
- Sami jesteśmy do teraz tym zaskoczeni. – Zabini upił łyk whisky i kontynuował – Jakieś pół roku temu w styczniu Draco wybrał się na imprezę. Chciał żebyśmy szli w trójkę, ale ja byłem zmęczony, a Denis nie mógł. Dwa dni później dowiedzieliśmy się, że Draco zaręczył się z Astorią. Na nasze pytania odpowiedział tylko, że, na co niby ma czekać. No i że bierze ślub w drugi weekend lipca. Czyli aktualnie za dwa tygodnie. – Hermiona nie chciała już więcej o tym słuchać. Dlatego weszła po cichu do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
***
Otworzyła kopertę i przeczytała treść zaproszenia. Nie wiedziała, że o to właśnie zaproszenie odbyła się największa kłótnia. Astoria uparła się, żeby zaprosić tylko Denisa z rodzicami olewając Hermionę, ale Draco kategorycznie zaprotestował. I tak oto właśnie Hermiona trzymała w swoich rękach różowe zaproszenie.
Schodziła po schodach ubrana w bryczesy i oficerki. W salonie napotkała Denisa i Blaisa wystrojonych w smokingi. Zaskoczeni popatrzyli na nią.
- Hermiona, dlaczego ty nie jesteś ubrana?
- Jak to nie jestem? Przecież to odpowiedni strój do jazdy konnej.
- Siostra wiesz, że nie o to mi chodzi. Proszę cię nie graj głupiej.
- Bo nie wybieram się na ten ślub. Wole ten dzień spędzić na wycieczce z Rasmusen niż patrzyć na tę szopkę, którą zapewne odstawi ta flądra.
- Mała nie możesz się dać pokonać Astori. Przecież właśnie o to jej chodzi.
- Mam gdzieś jej zdanie Blaise. Zresztą już tydzień temu wysłałam odmowę na zaproszenie.
- Tym się nie przejmuj. Ja miałem zaproszenie z osobą towarzyszącą. Dlatego zabieram ciebie.
- Ale Diable…
- Hermiona nie ma żadnego, ale. Zabini ma rację. Nie dawaj jej satysfakcji. My Di Binetti nie dajemy się takim osobą jak ona. Pokarz jej, że jesteś ponad to.
- Oj braciszku - przytuliła się mocno do niego.
- Dobra koniec tych czułości. Ty Cwaniak lepiej się zbieraj, bo ruda czeka i teleportujecie się na miejsce. Ja poczekam na Hermionę, aż się przyszykuje i dołączymy do was.
***
- Denis, gdzie jest Blaise? Nie ma go nigdzie.
- Coś go zatrzymało, ale dotrze zanim zacznie się ślub. Wiesz, jaki on jest.
- Dobrze wiem. Zresztą przekonałem się po tym jak oznajmił mi, że nie zamierza zostać moim światkiem, bo uważa mój ślub za głupotę.
- Ja też, ale to twoje życie. Draco wiesz, że jeszcze możesz się wycofać.
- Cwaniak nie zaczynaj znowu. Kogo zaprosił Zabini? – Brunet nie musiał odpowiadać, bo w tej chwili pan młody zauważył Blaisa wchodzącego do sali bocznym wejściem w towarzystwie Hermiony Di Binetti. Blondyna wmurowało na jej widok. Ubrana w prostą i skromną sukienkę w kremowym kolorze robiła duże wrażenie. Diabeł poprowadził ją między rzędami krzeseł do miejsc, gdzie siedziała panna Weasley.
- To jakiś żart? – Malfoy nie wierzył własnym oczą.
- Nie, dlaczego?
- Dlaczego Zabini zaprosił Hermionę? I dlaczego na to pozwoliłeś.
- Normalnie, moja siostra jest wolna i może robić, co chce i iść na wesele, z kim chce. – Malfoy już miał się odezwać, kiedy nagle rozległ się marsz weselny i drzwi na końcu sali otworzyły się. Do środka prowadzona przez ojca wkroczyła Astoria Greengrass ubrana w dość sutą suknie ozdobioną różowymi kryształkami. Od tego momentu Hermiona czuła się jak we śnie. Słuchała słów księdza, ale nie rozumiała ich treści.
- Czy ktoś zna przyczynę, dla której tych dwoje nie może zawrzeć małżeństwa, niech teraz przemówi lub zamilknie na wieki? – chwila ciszy wydawała się nieskończonością.
- Tak, ja – wszyscy patrzyli na nią jak na zjawę. Astoria śmiałą się kpiąco, a Draco patrzy na nią z kpiną i pogardą.
- W takim razie kontynuujmy – Hermiona ocknęła się z letargu i zorientowała się, że dalej siedzi na stołku i ściska Blaisa za rękę. Okazało się, że jej protest odbył się tylko w jej głowie.
- Proszę teraz, żeby przyszli małżonkowie powtarzali za mną słowa przysięgi. Ja Astoria biorę sobie ciebie Draconie za męża
- Ja Astoria biorę sobie ciebie Draconie za męża.
- I ślubuje ci miłość wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że nie opuszczę cię, aż do śmierci.
- I ślubuje ci miłość wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że nie opuszczę cię, aż do śmierci. – po tych słowach ksiądz zwrócił się do mężczyzny
- Ja Draco biorę sobie ciebie Astorio za żonę – po krótkiej chwili Malfoy zaczął powtarzać
- Ja Draco biorę sobie ciebie Hermiono za żonę – po tych słowach zapadła cisza, a obecni na sali ludzie patrzyli z niedowierzeniem na pana młodego. Zresztą on sam był zszokowany
- Ja Draco biorę sobie ciebie Astorio za żonę – ksiądz próbował ratować sytuację
- Ja Draco biorę sobie ciebie Hermiono za żonę – tym razem wymówił te słowa pewnie i zdecydowanie, odwracając się w stronę miejsca, które zajmowała gryfonka. Kobieta ściskała z całej siły dłoń siedzącego obok niej Zabinego. Panna młoda wydała nieokreślony warkot i zrobiła skok z zamiarem rzucenia się na pannę Di Binetti. Zapewne uczyniłaby to, gdyby Denis nie powstrzymał jej w ostatniej chwili. Za to trzeźwo myśląca Ginny rzuciła zaklęcie tworzącą barierę nad stroną sali gdzie siedziała rodzina Astorii. – Ja Draco biorę sobie ciebie Hermiono za żonę i ślubuję ci, że nie okłamię ci i nie skrzywdzę do końca życia, a nawet dłużej. – mówiąc to szedł w jej stronę i razem z końcem tego zdania stanął naprzeciw niej. Z lekkim wstawiennictwem Blaisa, który niespodziewanie popchnął ją stanęła przed nim. Zdziwiona patrzyła mu w oczy.
- Nie kłam Malfoy, bo wiesz, że ja nie toleruje kłamstwa.
- Nie kłamie. I mogę to powtarzać w kółko dopóki mi nie uwierzysz.
- Malfoy… - nie zdążyła dokończyć, bo została powstrzymana pocałunkiem
*** rok później
Stali w ogrodzie rezydencji Di Binetti. Dywan rozłożony między stołkami ozdobiony był kwiatami. Praktycznie wszystkie miejsca zostały już zajęte. Kiedy panna młoda wyszła z domu wszyscy zachwyceni jej skromnym wyglądem wpatrywali się w nią. Rude włosy upięte były w luźny kok kontrastujący z białą sukienką. Ten ślub był cichy bez żadnej wielkiej pompy. Hermiona bała się, co będzie, kiedy w jej ogrodzie pojawi się Ronald Weasley, ale na całe szczęście nie doszło do żadnych incydentów. Przyszedł zajął miejsce w ostatnim rzędzie i na wszystkich patrzył spod byka. Zaraz po ceremonii zaślubin opuścił posiadłość. Panna Di Binetti podejrzewała, że spokojne zachowanie rudzielca było zasługą pani Weasley. Ślub i wesele były idealne. Skromne, eleganckie i spokojne. Ciemną noc rozświetlały świece rozlokowane w całym ogrodzie. Na parkiecie rozłożonym przy fontannie tańczyło wiele par. Siedziała na schodkach tarasu i patrzyła na wirujące osoby. Sama była zmęczona zabawą.
- Trzymaj – podał jej szklankę z piciem
- Dzięki.
- Zmęczona? – upiła łyk napoju i popatrzyła na siadającego obok niej blondyna.
- Trochę tak. Od rana w całym domu panowało wielkie zamieszanie. Do tego wszystkiego moje szpilki są strasznie niewygodne – ściągnęła buty ze stóp i położyła obok
- Dla dobrego wyglądu musisz trochę pocierpieć Di Binetti
- Sam sobie cierp Malfoy ja nie zamierzam tego rozbić.
- Mam to szczęście, że mi wiele do perfekcji nie brakuje
- O jakiś ty skromny, aż mnie tym zaskoczyłeś – kpiąco popatrzyła na mężczyznę. Odpowiedział jej pewnym siebie uśmiechem. Siedzieli chwile w ciszy. Kolejne pytanie Draco spowodowało, że o mało się nie udławiła.
- Di Binetti weźmy ślub.
- Że co? Malfoy ty się chyba porządnie wstawiłeś.
- Praktycznie dzisiaj nic nie piłeś.
- Nieważne czy jesteś wstawiony czy nie zapamiętaj jedno nie ma szans żebym za ciebie wyszła.
- Zobaczymy. Nie chcę być okropny, ale pamiętaj, że swego czasu nie było najmniejszych szans żebyś z własnej woli wytrzymała ze mną dłużej w jednym pomieszczeniu. A tu proszę jesteś ze mną. Zawsze osiągam swój cel.
- Wybij sobie to z głowy. Roi ci się coś w tym twoim arystokratycznym móżdżku.
- Wiesz lubię jak od czasu do czasu znowu stajesz się tą starą dobrą Granger. To jest takie zabawne – zastanowił się chwilę – i co dziwne także pociągające. Zaciągnięcie cię przed ołtarz będzie ciekawym wyzwaniem.
- Ja nie jestem wyzwaniem …- ich rozmowę przerwała elegancko ubrana kobieta, która do nich podeszła.
- Hermiono powiedz mi, kim jest ta dziewczyna, która tańczy z Blaisem. – pani Zabini z zainteresowaniem nie odrywała wzroku od swojego pierworodnego, który prawie całe wesele spędzał w towarzystwie blondwłosej kobiety.
- To Lola, przyjaciółka moja i Ginny. Poznałyśmy się na kursie tańca w jednym z klubów. Mogę panią zapewnić, że to bardzo fajna i porządna dziewczyna.
- Coś mi się wydaje, że za niedługo przyjdzie mi się o tym przekonać osobiście. Nigdy nie widziałam, żeby mój syn patrzył tak na jakąś kobietę.
- Szczerze ciociu, to ja też jeszcze czegoś takiego nie widziałem – Malfoy wyszczerzył się radośnie.
- Dobra dzieciaki ja wam nie przeszkadzam idę poszukać Narcyzy. Miłego wieczoru.
- Wzajemnie – patrzyli jak kobieta odchodzi w stronę namiotu, gdzie ustawiono stoliki i krzesła.
- My też wracamy – Draco złapał ją za rękę i jednym silnym ruchem podniósł do pionu – Noc jeszcze długa, dlatego trzeba się bawić.
- Ale ja nie mam butów.
- To będziesz tańczyć na bosaka – musiała przyznać, że to był jakiś pomysł. Lepiej na bosaka nić w tych cholernie niewygodnych szpilkach. – Z resztą może podczas tańca zaczniesz sobie uświadamiać, jaka ze mnie dobra partia.
- Śnisz Malfoy. Zapamiętaj sobie. Nie mam zamiaru za ciebie wychodzić.
- Zobaczysz Granger jeszcze zmienisz zdanie – objął ją w pasie i pocałował. W tej chwili myślała sobie, że może jednak mogłaby przemyśleć jego propozycję. W końcu jednak stwierdziła, że zabawniej będzie pozwolić mu kombinować, co zrobić, żeby zmieniła zdanie. W końcu pomimo tego, że nazywa się Di Binetti to w środku dalej jest tą starą Granger. A kto widział żeby, Granger i Malfoy dochodzili bez problemów do porozumienia. Przecież wtedy życie byłoby takie nudne, a należy mieć z niego trochę przyjemności i radości. Bo żyć należy pełną piersią, a nie tylko egzystować.
---
I oto koniec tej historii. Dziękuję, że byliście ze mną przez ten czas i okazaliście mi tyle wyrozumiałości. Mam nadzieję, że jako całość podobała się wam. I od razu podzielę się z wami wiadomością, że mam nową, która już dawno jest napisana w całości. Jej pierwsza część powinna pojawić się pod koniec listopada. No to jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia.